Ból psychiczny – ból urazu i ból uzdrawiania

ból

Dla większości ludzi ból psychiczny po nieszczęśliwym wypadku uważany jest za równie uciążliwy, co fizyczny. W jaki sposób go zwalczać i jak radzić sobie w najtrudniejszych sytuacjach życiowych. Poznaj doskonałe przykłady wzięte z życia i spróbuj zacząć myśleć nieco inaczej.

Pewna osoba została ranna w wypadku samochodowym. Mimo że na początku czuła się dobrze, następnego ranka obudziła się z bólem pleców, który był nie do zniesienia. Udała się zatem do szpitala, gdzie została poddana prześwietleniu, które nic nie wykazało. Złożyła więc ból na karb wstrząsu po wypadku, zażyła środki przeciwbólowe i starała się o całej sprawie zapomnieć.

Mimo to, po kilku miesiącach ból nie ustąpił. Bohater owej opowieści był bardzo zapracowaną osobą, zagryzł więc zęby, łykał tabletki i szedł do przodu. Pewnego dnia ból zniknął. Właściwie zniknęło czucie w całym ciele. Poszedł więc znów do szpitala. Tym razem jednak poddał się nie tylko prześwietleniu, lecz również tomografii komputerowej, która wykazała uszkodzenie w dolnej części kręgosłupa.

 

Ze względu na lokalizację uszkodzenia oraz długi czas, przez który nie było ono leczone, lekarz zalecił pacjentowi pozostanie w łóżku, wyciąg oraz fizjoterapię, dzięki czemu miał on uniknąć operacji. Co jednak najciekawsze, pacjent, dowiedziawszy się o urazie, zaczął silniej odczuwać ból – do tego stopnia, że ze strachu przed nim obawiał się wykonać jakikolwiek ruch. Nie chciał chodzić, ani nawet wstać z łóżka, czy też poruszyć się w nim. Unikał więc zaleconych przez lekarza ćwiczeń.

W pewnym momencie udało mu się jednak przełamać. Gdy terapia dobiegła końca, nasz bohater stał się bogatszy o jedno doświadczenie: pokonując ból wywołany urazem, zdał sobie sprawę z istnienia bólu towarzyszącego procesowi zdrowienia. Jaka jest zatem między nimi różnica?

 

Gdy zostaniemy ranni, odczuwamy ból. Towarzyszy on również procesowi powracania do zdrowia. Jednakże w tym drugim wypadku jest on rezultatem procesu regeneracji – wzmacniania i odnawiania tego, co zostało uszkodzone. Gdy zedrzemy sobie skórę z kolana czy łokcia, przerwana zostaje ciągłość tkanki, czego efektem jest ból. Podczas procesu leczenia oczyszczamy zadrapanie środkiem antyseptycznym i nakładamy maść lub inny środek leczniczy.

Czynności te również sprawiają nam ból przez kilka pierwszych dni. Podobnie zresztą jak zmiana opatrunku. Na pierwszy rzut oka może to sprawiać takie wrażenie, jakbyśmy sami ponownie robili sobie krzywdę. Bez tych wszystkich czynności nie wyleczymy jednak rany. Ból towarzyszący procesowi leczenia ma związek z regeneracją uszkodzonej skóry. Im dalej proces ten postępuje, tym mniej bólu odczuwamy i dostrzegamy efekty gojenia.

 

Dla wielu osób radzenie sobie z bólem psychicznym (np. smutkiem, depresją, złością, niepokojem, poczuciem bezwartościowości, niepewnością, itp.) to podobny proces. Niektórzy starają się unikać tego rodzaju bólu za wszelką cenę. Inni sądzą, że nie mają czasu na radzenie sobie z nim lub nie wiedzą, jak to robić. Jeszcze inni tak długo noszą w sobie psychiczny uraz, iż wydaje im się on czymś naturalnym.

Są jednak osoby, które doświadczają bólu psychicznego i obawiają się stawić mu czoła, gdyż boją się głębszego zranienia. „Co się ze mną stanie, jeżeli poddam się bólowi czy nawet tylko przyznam się do jego istnienia?” „Jestem (rodzicem, księdzem, mężem, żoną, partnerem, nauczycielem, lekarzem, kierownikiem, studentem, opiekunem, itp.) – co ludzie pomyślą, jeżeli poddam się bólowi? Co z moimi obowiązkami?

Warto jednak zauważyć, że niepoddawanie się bólowi w istocie jest poddaniem się mu. A kiedy nie przyjmujemy do wiadomości jego istnienia, rana się jątrzy i zaczyna rozprzestrzeniać na wiele obszarów życia – w szczególności dotyka naszych relacji z innymi oraz samym sobą. A wtedy kryzys wydaje się nieunikniony.

 

Niekiedy sami musimy dać sobie przyzwolenie na niemoc. Być może wydaje się to nieco osobliwe, szczególnie mając na uwadze nasze współczesne tempo życia i połączoną z nim potrzebę robienia wszystkiego na najwyższych obrotach. Gdy już jednak niedomagamy (mając lub nie mając o tym świadomości) lub jesteśmy na skraju załamania, nie możemy dalej grać w czołówce – mamy szczęście, jeśli w ogóle nie wypadniemy z gry!

Pozwalając sobie na załamanie, podejmujemy świadomą decyzję o zmierzeniu się z bólem. Czasem nie mamy kontroli nad tym, co go wywołuje, lecz zawsze mamy wpływ na to, co z nim poczniemy. Dając sobie przyzwolenie na niemoc, decydujemy się przejść przez trudne doświadczenie zamiast go unikać. Taka decyzja jest początkiem procesu uzdrawiania. Dla wielu osób okaże się on niełatwy i niewątpliwie bolesny.

 

Jak jednak przejść od etapu bólu spowodowanego przez uraz do bólu towarzyszącego jego leczeniu? Pierwszy krok polega na odkryciu rany. Sam wiesz, kiedy jesteś zraniony, nawet gdy inni nie zdają sobie z tego sprawy. Być może na początku trudno jest zlokalizować ból, lecz gdy poddasz się uczciwej autoanalizie, przypuszczalnie dostrzeżesz trudność, którą sprawia ci poruszanie się w gąszczu obowiązków i wzajemnych relacji z innymi ludźmi. Jest to pierwszy znak nadchodzącego przełomu.

Być może wolałbyś odkryć swoją zranioną duszę przed kimś, komu ufasz, lecz przede wszystkim powinieneś porozmawiać z kimś, kto jest w stanie realnie pomóc. Skonsultuj się z profesjonalnym terapeutą lub osobą, która jest w stanie ukierunkować cię na leczenie i wykazuje gotowość, by obserwować twoje postępy. Przyjaciel lub członek rodziny nie zawsze będzie najlepszym wyborem, gdyż on również może mieć jakieś emocjonalne problemy lub nieumyślnie pogłębiać twoje własne. Odpowiednia pomoc przyspieszy twój proces zdrowienia.

 

A teraz weź się do roboty! Pacjent z przytoczonej wyżej historii, aby wyzdrowieć, musiał zrobić o wiele więcej niż tylko odwiedzić lekarza. Musiał się ruszać, wyjść z łóżka, wykonywać zalecone ćwiczenia… Proces leczenia wymagał od niego dużego nakładu pracy. Krótko mówiąc, wymagał on gotowości pacjenta, aby zrobić coś więcej, mimo lęku przed bólem. Osoba ta była zmuszona do nauki codziennych czynności na nowo – w taki sposób, który sprzyjał rekonwalescencji.

Myśl o przepracowaniu kwestii, które wywołują ból psychiczny, może wydawać się przerażająca. Ktoś może spytać: „A co będzie, jeśli to nie zadziała? Już wcześniej próbowałem wszystkiego i nic mi nie pomogło.” To, że ktoś potrafi się na coś zdecydować, nie oznacza od razu, że posiada on umiejętności czy wystarczającą wiedzę, by dać sobie radę.

Umiejętności można opanować, zaś wiedzę – posiąść. Podjęcie decyzji o zmianie jest tylko małą częścią procesu. Gotowość jest jak smar, który pozwala maszynie działać. Przejdź przez lęk zamiast w nim tkwić. Ucz się postępować inaczej, korzystając z odpowiedniego wsparcia. Wsparcie oraz nowe umiejętności są kluczowe w procesie odnowy i odbudowy.

 

Ważne, abyś zachował do samego siebie cierpliwość. Przełom najpewniej nie przyjdzie w ciągu jednego dnia, całe zaś leczenie potrwa znacznie dłużej. Podczas trwania procesu powinieneś jednak zwrócić uwagę na obszary, w których nastąpił rozwój, mając świadomość iż tam, gdzie nie jest on jeszcze pełen, będzie więcej rozwoju, ruchu, uzdrawiania i – szczęśliwie – coraz mniej bólu.

Ból jest nieodłączną częścią życia. Choć czasem nie mamy wpływu na okoliczności nabycia urazów, możemy dokonać wyboru i przejść na drugą stronę, pokonując ból im towarzyszący i zmierzając ku bólowi uzdrawiania. Który z nich wybierzesz?

Może macie jakieś interesujące spostrzeżenia na temat radzenia sobie z bólem psychicznym i chcielibyście się nimi podzielić? Chętnie zobaczymy Wasze sugestie poniżej w polu komentarzy. Serdecznie zapraszamy do dyskusji!

Prosimy o wsparcie naszej pracy!

Jeżeli podoba Ci się treść na naszej stronie

pomóż nam i polub nas na Facebooku!

DZIĘKUJEMY!